czwartek, 5 maja 2016

Epilog [LCh]



- Szybko, szybko! Harry będzie tu za pół godziny! – Louis pogonił Lottie do roboty. Siostra spojrzała na niego spod byka i pokazała mu język. Louis nie zamierzał być dłużny i też jej pokazał swój.
- Spokój, dzieci! – Jay spojrzała na nich z dezaprobatą. – Ile macie lat?
- To Louis jest starszy – odezwała się Lottie. – I głupszy – dodała z krzywym uśmieszkiem na ustach.
- Pff – prychnął Louis. – Powiedziała co wiedziała. Smarkula. Weź się lepiej za gotowanie, bo coś ci ostatnio nie wychodzi.
- To może powinieneś zacząć uważać. Czasami po zjedzeniu czegoś możesz się już nie obudzić.
Louis wywrócił oczami. Daisy wpadła do kuchni z garściami pełnymi jemioły.
- Wieszamy? – spytała podekscytowana.
- Nie! – powiedziały chórkiem Lottie i Jay.

- Liżą się na każdym kroku, nie zamierzam tego oglądać, to ohydne! – Lottie spojrzała zdegustowana na swojego brata. Louis uśmiechnął się szeroko. Uwielbiał wkurzać swoje siostry, całując się z Harry’m. Szczególnie Lottie dostawała szału i nie mogła uwierzyć, że z całej ich rodziny, Harry zainteresował się akurat jej starszym bratem. Cóż… to był już wiem, kiedy powinno docierać do niej, że życie jest brutalne.
- Ja tam uważam, że są razem słodcy – ogłosiła Daisy, patrząc na swojego brata z lekkim uśmiechem. Louis odwzajemnił gest. Jego siostra była kochana. Broniła go jak lwica, kiedy chodziło o Harry’ego. Wręcz wielbiła faceta swojego brata.
Ostatnie miesiące nie były łatwe. Harry był kochany, ale strasznie naiwny. Bycie gwiazdą światowego formatu niczego go nie nauczyło. Ciągle popełniał dokładnie te same błędy. Louis czasami był na niego za to wściekły, bo trzeba być idiotą, żeby stale dać się robić w konia. Ale cóż, Harry był jednym z tych ludzi, którzy wierzyli w dobre serce innych i chcieli widzieć w innych dobro. Louis nic nie mógł poradzić na to, że sam był realistą i podchodził do innych ostrożnie.
Kłócili się o to cały czas, obaj podminowani i na granicy wytrzymałości, ale kiedy nadeszła upragniona dla zespołu przerwa, wszyscy wyluzowali. Harry zabrał Lou na wakacje życia na Malediwy, gdzie nie niepokojeni przez nachalnych fanów mogli cieszyć się sobą, słońcem, morzem i czasem wolnym. Seks kilka razy dziennie też nie zaszkodził zbytnio ich związkowi. Obaj się wyżyli i o wiele łatwiej im się rozmawiało, gapiąc w gwiazdy i leżąc na plaży.
No więc… jakoś poszło. Ten wyboisty odcinek mieli już za sobą. Teraz było już lepiej. Harry rozluźnił się znacznie i był o wiele radośniejszy niż wcześniej. On i reszta chłopaków z 1D nadal musieli od czasu do czasu udzielać wywiadów i pokazywać się na różnych wydarzeniach, ale zdarzało się to raczej rzadko, biorąc pod uwagę ich wcześniejsze tempo pracy. Wszystkie puzzle jakby wskoczyły na swoje miejsce. Oczywiście, nie było słodko i sielankowo, dalej zdarzały się momenty, kiedy na siebie wrzeszczeli i uważali, że ten drugi jest kompletnym idiotą, ale, co tu dużo mówić, zdarzało się to o wiele rzadziej niż do tej pory.
- Już są, już są! – krzyknęła Pheobe podekscytowana, biegnąc po domu jak słoń.
Louis przełknął ciężko ślinę. Był z Harry’m prawie rok, ale do tej pory nie miał szansy poznać jego siostry i rodziców. Louis wiele o nich słyszał i wiedział, że cała trójka chce go poznać. Trochę się tego bał. Harry poznał jego rodzinę, kiedy jeszcze nawet nie byli razem, szczęściarz jeden. Louis będzie musiał się jakoś przemęczyć i mieć nadzieję, że go polubią.
Matko, jak on liczył na to, że go polubią! Od kiedy zdecydowali, że rodzina Harry’ego dołączy do rodziny Louisa na święta nie mógł przestać o tym myśleć. Można sobie wyobrazić, jak ciężki był dla niego ostatni miesiąc…
Daisy otworzyła drzwi, zanim matka zdążyła j powstrzymać.
- Daisy, co ja mówiłam o otwieraniu drzwi nieznajomym? – Jay odsunęła ją od drzwi, żeby przybysze mogli wejść.
- Ale ja ich znam! To rodzina Harry’ego! – broniła się dziewczynka.
Jay wywróciła oczami, po czym uśmiechnęła się ciepło do gości.
- Wchodźcie, wchodźcie, w tym roku co prawda nie ma śniegu jak ostatnio, ale na termometrze prawie zero. Jak podróż?
Dziewczynki obskoczyły Harry’ego. Muzyk zaśmiał się, schylając się i przytulając je mocno. Anne uśmiechnęła się i odpowiedziała:
- Zleciało nam całkiem szybko. Nawet się nie spodziewaliśmy, że tak szybko zajedziemy na miejsce.
- Bo Harry nie mógł przestać gadać – wtrąciła Gemma, patrząc na swojego brata z lekką kpiną. – Nie mógł się biedak doczekać.
- Och, przestań… Lou! – Obaj roześmiani wpadli w sobie w ramiona, tuląc się mocno i śmiejąc.
- Tak, tak, nie widzieliście się tylko dwa tygodnie. Dwa ckliwe durnie.
- Ciebie też miło wreszcie poznać, Gemma! – rzucił Louis, wyglądając  zza ramienia Harry’ego. Gemma uśmiechnęła się do niego szeroko. – Państwo to pewnie rodzice Harry’ego. – Lou podszedł do nich i uśmiechnął się nieśmiało. – Miło mi wreszcie poznać, Harry wiele mi o was mówił.
- O mnie same kłamstwa, zapewniam – rzuciła Gemma.
Harry wywrócił oczami.
- Och, więc nie masz dobrego gustu co do ubrań i żadna z ciebie laska? Dobrze wiedzieć.
Anne zaśmiała się.
- Jesteś dokładnie taki, jak Harry cię opisał, jak Boga kocham, pasujecie do siebie idealnie. Jestem Anne. Cieszę się, że Harry wreszcie przestał cię ukrywa. – Uścisnęła go mocno. Robin, ojczym Harry’ego, wydawał się zagubiony wśród tłumu, który ich witał. Uścisnął Louisowi rękę i uśmiechnął się ciepło, wyrażając swoją aprobatę. Louis miał wrażenie, że uśmiech rozpołowi mu twarz na dobre i już nigdy nie będzie mógł zrobić poważnej miny.
Prawie cały wieczór spędzili w kuchni, przygotowując potrawy i plotkując. Anne i Jay szybko znalazły wspólny język, tak samo jak Gemma z Lottie i Fizzy, mimo że dziewczynki były młodsze. Robin odpowiadał na wszystkie dziecinne pytanie Daisy i Pheobe i wyglądał na rozbawionego tym, jak te małe funkcjonują i zdają się wiedzieć, co druga chce powiedzieć, zanim ta druga jest tego w ogóle świadoma.
- I myślisz, że to wszystko, co się tutaj stało, jak Harry był tutaj pierwszym razem? – Louis uniósł brwi i uśmiechnął się do Gemmy. – A wspomniał ci, że na zwymiotował?
- Lou!
- Co Lou? – Louis obejrzał się. Siedział u Harry’ego na kolanach – mieli za mało krzeseł i puknął go w nos. – Orzygałeś mnie! Moje wredne siostry chciały sprzedać tą koszulkę w Internecie. Twierdziły, że sporo za nią dostaną.
- Egh. – Harry skrzywił się. Gemma śmiała się tak bardzo, że prawie spadła z krzesła.
- No kto by pomyślał.
- Ciekawe jak ty byś znosiła wstrząs mózgu! – Harry wystawił język.
Gemma tylko pokręciła głową, dalej się śmiejąc.
- Cóż… Nie zawsze początki muszą być idealne – stwierdziła dyplomatycznie.
- Och, proszę cię! Twój narzeczony przy pierwszym spotkaniu wziął cię za prostytutkę i zjechał cię od góry do dołu za to, że uprawiasz nierząd pod jego domem!
- A ja mu pow… - zaczęła Gemma, ale Anne jej przerwała.
- Narzeczony? – spytała Anne, unosząc brwi.
Gemma zamarła.
- Ty idioto! – wybuchła i pacnęła Harryego w łeb. – Miałam powiedzieć dopiero na Sylwestra!
- Za późno? – zaproponował Harry, patrząc na nią z miną zbitego psa. Jego policzki pokryły się lekką czerwienią. Był wyraźnie zawstydzony tym, że się wygadał.
- Harry i Louis chcą zamieszkać razem po świętach! – wypaliła Gemma.
- Gemma! – wykrzyknęli razem Lou i Harry, cali czerwoni. Nie chcieli jeszcze nikomu o tym zbytnio mówić, tym bardziej, że przecież nie byli długo razem. Tak jakoś wyszło, że Lou miał problemy z mieszkaniem, Harry zaoferował i… Poszło. Mieli przeprowadził Louisa zaraz na początku stycznia do mieszkania Harry’ego.
- No, proszę! – Jay spojrzała karcąco na syna. – Czego to się można dowiedzieć.
- Gemma, ty idiotko, miałaś nikomu nie mówić! – jęknął Harry. Nie odważył się spojrzeć na swoją matkę. Nie. Nope. Nie ma mowy.
- Jesteście niemożliwi – stwierdziła Anne, kręcąc głową i patrząc na swoje dzieci z dezaprobatą. – Takie rzeczy ukrywać przed matką? Wstydźcie się, wstydźcie!
Gemma i Harry tylko spojrzeli na siebie spod byka.
Sielanka trwała.

***
Hej.
W końcu, po ciężkich trudach i długim oczekiwaniu, oto jest. Bardzo Was przepraszam, że kazałam Wam tak długo czekać i że nie odpisywałam na Wasze pytania, kiedy pojawi się epilog. Sama nie miałam pojęcia, kiedy wreszcie się za niego zabiorę.
Ale wreszcie jest, co mnie bardzo cieszy. Pewnie już się domyśliliście, że nie będę tutaj publikować tak często jak na drugim blogu. (Kompletnie nie nadaję się do pisania krótkich historii, serio, są beznadziejne =.=).Nie oznacza to jednak, że nie będę publikować tutaj wcale. Wakacje tuż-tuż, więcej chyba nie muszę na ten temat pisać;)
Mam nadzieję, że to krótkie zakończenie przypadło Wam do gustu.
Pozdrawiam!

9 komentarzy:

  1. super i ale musiało tam być ciasno na te świeta:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne zakończenie, sielankowe bardzo do tego pasuje ☺ Dziękuję i pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Mówiłaś, że w pewnym momencie zagubiłaś klimat do tego opowiadania, dlatego rozumiem dłuższy okres czasu. Epilog jest dość krótszy, ale fajny. Nie pasowałoby mi tutaj jakieś brutalne zakończenie xD Szkoda tylko, że wcześniej nic nie było z Gemmą, bo wydaje się być ciekawa :3
    A tak z innej beczki, to podziwiam Cię, że kończysz każde opowiadanie, nawet te do którego już tracisz siły. Podobnie było z TwT, ale dzielnie je dalej pisałaś i zakończyłaś. Jestem pod wrażeniem. Gratuluję wytrwałości ♥
    Mam takie pytanko, bo chyba trochę nie zrozumiałam... xD Na tym blogu będziesz publikować jedynie krótkie opowiadania? Czy dłuższe też się pojawią?
    Pozdrawiam i życzę weny, ale to może jak napiszesz licencjat. Zostawmy wenę na wakacje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dłuższe też, ale tylko o tematyce One Direction. Wiem, że niektórzy podchodzą do tego zespołu dość ambiwalentnie, więc postanowiłam ich (chociaż tymczasowo) odłączyć od reszty. Będę tu też raczej wrzucać one-shoty, niekoniecznie o 1D, to już zależy od mojego kaprysu, na którym blogu będę je publikować;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Szczerze ci powiem że nie przepadam za opowiadaniami z 1D bo najzwyczajniej nie przepadam za ich muzyką, więc kiedy zobaczyłam że to historia o nich, chciałam odrazu wyłączyć stronę... ale się przemogłam, bo to wkońcu twoje opo i nie żałuję xD
    O błędach nie będę się wypowiadała bo wyszłabym na hipokrytkę... w samym komentarzu jest ich zapewne pełno...
    Co do samej historii to bardzo mi się podobała ;) Jak już pisałam dawno,dawno temu, uwielbiam twój styl pisania... Jest lekki i przyjemny :) Na początku chciałam komentować każdą część ale jestem zbyt leniwa... wybacz :(
    Postram się zaglądać częściej ale nie wiem jak to wyjdzie... W ostatnim czasie nie mam wolnej chwili dosłownie na nic, więc pewnie znowu zniknę na pół roku albo i dłużej... Szczególnie że za miesiąc przyjdzie na świat moja córcia :D

    Pozdrawiam cieplutko i życzę weny ;)

    Dorcik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że sporo ludzi podchodzi do nich z niechęcią (też mnie nieźle wcześniej irytowali), dlatego dostali out z mojego głównego bloga ;)
      Wiem jak to jest, cieszę się jednak, że mimo wszystko pamiętasz o moich wypocinach i wracasz chociaż raz na pół roku/rok.
      Jeśli chodzi o córeczkę, to gratuluję :) Urwanie głowy murowane, ale jestem pewna, że warto.
      Trzymaj się cieplutko!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Podczas czytania tego opowiadania raz się śmiałam, raz chciało mi się ryczeć, a raz byłam wkurwiona na bohaterów jak się patrzy *to brzmi dziwnie* *już nie pamięta dlaczego się na nich wkurwiała*, no i ten.. Właśnie tak. *nadal nie umie pisać komentarzy* Może zamiast się rozpisywać nie wiadomo jak, napiszę, że ogólnie opowiadanie to i ten epilog bardzo mi się podobało *podobają* i miło było przeczytać tę historię. ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. trafiłam trutaj całkiem niedawno, ach miałam czytać i komentować każdy post, ale mnie tak wciągnęło, ze tylko przechodziłam do następnego, świetnoe piszesz, opowiadanie bardzo mi się spodobało i mam nadzieję, ze pojawi się coś tutaj jeszcze...
    i na pewno zajrzę na Twój drugi blog....
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Aga

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam,
    opowiadanie bardzo mi się podobało, jest wspaniałe zakończenie, taka sielankowa atmosfera...
    Dużo weny życzę Tobie...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń